Jeżeli przyjrzymy się postrzeganiu własnego życia to łatwo zauważymy, że nie ogarniamy go całego, lecz zaledwie kilkadziesiąt lat. Dzieje się tak, bez względu na to w którym etapie życiowym znajdujemy się obecnie. Wszystko co widzimy to dwadzieścia, trzydzieści lat, przy czym pojęcie starzenia się przesuwa się wraz z wiekiem. Mając mniej niż dwadzieścia lat uznajemy czterdziestolatka za podeszłego wiekiem, a mając czterdzieści lat osoba starsza to dla nas sześćdziesięciolatek.
Mimo, że nasza przyszłość życiowa sięga aż po kres życia, a starość jako taka znajduje się w wieku emerytalnym, pchamy przed sobą całe nasze postrzegane życie, ze starzeniem się włącznie i to już od dzieciństwa. Jak gdybyśmy poruszając się po biologicznej skali życia, przesuwali swój własny miniaturowy świat. Dzieje się tak, ponieważ pole widzenia własnej przyszłości jest dużo krótsze od pola biologicznej rzeczywistości.
Będąc już w podeszłym wieku, przyjmujemy co prawda do wiadomości swoje biologiczne objawy starzenia się, lecz tuż przed nami mamy wciąż najbliższą przyszłość i wszystko to, co możemy jeszcze zrobić. Czyli wzrost, chociażby minimalny i ograniczający się do codziennych spraw, niejako topniejący w tym podeszłym wieku w miarę przybywania lat. Ale ciągle istniejący. A dopiero po nim widać właściwą starość czy wręcz przygotowanie do śmierci. Tak, że ten miniaturowy świat, nawet jeśli jest skurczony, to ciągle zawiera choćby namiastkę wzrostu.
Zakres widzenia swojej przyszłości u młodych osób, nie sięga starości. A więc wszystko co widzą to materialne cele jak założenie rodziny, kariera, kupno mieszkania czy choćby cieszenie się życiem towarzyskim itp. A że to są wielkie cele, a tym samym odległe, zasłaniają całkowicie podeszły wiek, bo absorbują nasze myślenie. Bo niby który młody człowiek będący przed karierą myśli o emeryturze ?
Nawet czas pojedynczego dnia widzimy różnie w zależności od wieku. Jeśli na przykład pracujący rodzic poświęca w jego mniemaniu 20% wolnego czasu dla swoich dzieci, to dla tychże dzieciaków wygląda to jak marne 5%. A dlaczego? Ponieważ wszyscy ten poświęcony sobie nawzajem czas, odnoszą do swojego własnego życia, a co więcej do swojego własnego postrzegania czasu. Dla dorosłego człowieka jeden dzień to zaledwie chwila, a dla dziecka cała wieczność. Dorośli i dzieci żyją w dwóch różnych światach, i to nie tylko pod względem mentalnym.
Ponieważ marzenia i ustalanie celów życiowych zaczyna się jeszcze w dzieciństwie, gdzie nie widać jeszcze nic poza materialnym światem, cała wizja przyszłości opiera się na tym materializmie, czyli na czymś co pragniemy w przyszłości osiągnąć. Pokusa całkowitego koncentrowania się na wartościach doczesnych jest tym większa, że na końcu okresu dojrzałości, znajduje się nieatrakcyjny spadek formy fizycznej, a więc nie ma na co czekać i trzeba wykorzystywać bieżącą chwilę. To obniżenie formy na starość jest widziane jako spadek i jako małowartościowy kres. Okres w którym czas realizacji wszystkich najważniejszych widzialnych celów już minął, a nowych nie widać. Do tego dochodzą nieprzyjemne objawy starości.
Dopiero w późniejszym okresie życia, a nie w młodości, pojawiają się pojęcia wartości duchowych, lecz czasami nie ma już ich gdzie upchnąć, gdyż cały obraz świata i życia jest już wypełniony materialnymi celami i marzeniami. Wszystkie wartości, często tworzone podświadomie, wywodzą się z tego materialnego wymiaru. Obecność tego nadmiaru materializmu kosztem duchowości może powodować, że zasady moralne staną się już tylko częściowo moralne, z mnóstwem wyjątków i zastrzeżeń, tak by dopasować się kształtem do sytuacji. Natomiast wartości duchowe jak współczucie czy empatia zostają zastąpione celami i marzeniami materialnymi. Tak więc należy pilnować, by mieć co najmniej tyle samo celów duchowych co materialnych, aby trzymać właściwy kurs rozwoju.
Problem pojawia się w momencie, gdy sukcesy materialne nie mają swoich odpowiedników duchowych, gdyż tylko te stanowią ich dopełnienie, choć wizualnie mniej atrakcyjne. To właśnie dzięki rozwoju duchowemu można długo cieszyć się z jakiegoś sukcesu, ponieważ wydłuża uczucie satysfakcji po jego osiągnięciu. Bez tego duchowego wsparcia, radość szybko mija i trzeba wyznaczać nowe cele, tak że maszyna zaczyna przyśpieszać. A ponieważ w palecie celów przeważają te materialne, rodzi się pokusa ich ponownego wyboru jako wyznacznika sensu życia. I w ten właśnie sposób koło materializmu zaczyna się kręcić.
Materialne spojrzenie na życie wyznacza na cele same szczyty, wszystko poniżej staje się już porażką. Cały rozwój cywilizacyjny jest na to ukierunkowany. Najnowszy model samochodu za rok staje się już starym modelem, urządzenie wnętrza domu za kilka lat jest już staromodne, a jeszcze gorzej wygląda sprawa z drobnymi rzeczami jak ubiór, urządzenia elektroniczne itp. Szczególnie młodzi ludzie nie patrzą na szczyt, jako na szczyt, lecz jako na wszystko co się stara osiągnąć. Niby nie warto starać się o drugie miejsce w karierze, czy nie najnowszy model samochodu. Sama cywilizacja narzuca ten sposób myślenia, uzależnienia nasze samopoczucie od osiągania wierzchołków. Wierzchołków tworzonych przez cały przemysł.
Z czasem pojawia się wartościowanie potrzeb, co jest objawem rozwoju duchowego. Tak, że ta gonitwa za nowościami spowalnia się. Rozwój wewnętrzny pozwala też cieszyć się z małych rzeczy, a nie tylko z tych najlepszych.
Rozwój wewnętrzny pozwala dłużej cieszyć się z jakiegoś osiągnięcia, a ponieważ u młodych osób dopiero zaczyna się rozwijać, uczucie satysfakcji po sukcesie czy przyjemności szybko ginie. Co jest wykorzystywane przez producentów wszelkich dóbr, które wypuszczają co chwilę nowy produkt np. co roku nowy wizualnie model samochodu, tak aby ten zeszłoroczny był postrzegany jako mniej wartościowy.
Ludzie bogaci często zasypują się całą lawiną doznań materialnych tak, że w zasadzie ich działanie nakłada się na siebie, zapewniając sobie w ten łatwy i natychmiastowy sposób utrzymania poczucia szczęścia. Tak zwany „shoping”, mniejszych lub większych rzeczy. Jednak taki sposób na szczęście jest bardzo niestabilny.
Tak więc ludzie, którzy stosują lawinę przyjemności do utrzymywania poczucia szczęścia, nie tylko nie mogą jej przerwać, ale wręcz muszą zapewniać sobie ciągły wzrost. W takich przypadkach, nawet chwilowy kryzys finansowy, przekłada się od razu na poczucie szczęścia i zadowolenia. Uwzględniając oczywiście całą złożoność sytuacji, nie tylko tracą możliwość utrzymania się na odpowiednim poziomie zadowolenia, ale ginie, choćby chwilowo, perspektywa rozwoju życiowego, potęgując uczucie niezadowolenia.
Rozwijając się wewnętrznie te wartości duchowe wypierają wartości materialne i zmniejszają ich znaczenie. Nowy samochód nie jest już niezbędny do szczęścia, a staje się tylko miłym dodatkiem.
Tak więc na zakończenie tego rozdziału możemy podjąć refleksję nad własnym postrzeganiem swojego własnego życia i wartości jakimi się w nim kierujemy. Nie trzeba być koniecznie bajecznie bogatym by postrzegać własne życie jako szczęśliwe i wartościowe. A takie spojrzenie cechuje osoby dojrzałe duchowo.