To, jak postrzegamy samych siebie, i to, jak inni ludzie postrzegają nas, to często dwa różne światy. W przypadku ludzi z problemem alkoholowym tym odleglejsze od siebie, im dalej powędrowali oni w swojej iluzji. Cały problem polega na tym, że żadna ze stron nie przyzna się do błędu, a prawo większości tu nie obowiązuje.

I w moim wypadku, tak jak w wielu innych, osoby z zewnątrz mówiły mi, że ja tylko szukam powodu do picia. Byle błaha rzecz, a ja już sięgałem po butelkę. Sęk w tym, że ja ich miałem cały stos. Zaległe raty pożyczki w banku, masę piętrzących się spraw, które musiałem załatwić, a przez pijaństwo tylko ich przybywało, ogólna szarość życia i tak dalej, i tak dalej. W takiej sytuacji, jeśli doszedł mi jeszcze jakiś inny powód, czara problemów się przelewała. A przelewała się za każdym razem, bo zawsze była pełna. Nie chcę nawet liczyć, ile razy dodawałem ten sam problem z bankiem czy szarością życia…

Na dodatek ta szarość życia to problem z końca listy narzekań, tak jakbym chciał nią przypieczętować całość swojego nędznego istnienia. I ładna pogoda mi w tym nie przeszkadzała. Nawet gdy był piękny dzień, to moje życie uczuciowe i przyszłość były szare. Ja miałem ją zawsze ze sobą, pod ręką, gdzie bym się nie ruszył. To było całe moje życie! A co z przyszłością? W zasadzie niby o niej rozmawiałem z innymi, ale była dla mnie tak spowita mgłą, że niewiele miała w sobie realności. Słodziłem ją oczywiście marzeniami, ale im byłem bliżej dna, tym były one mniej realne, czasem wręcz groteskowe.

Cały czas czułem wielki dyskomfort, o którym chciałem po prostu zapomnieć. A nowy mały powód dawał mi tylko pretekst do zrobienia sobie przerwy. No i te emocje, z którymi nie wiedziałem co zrobić… Je też do tych problemów dodawałem. Nie miałem pojęcia, jak sobie z tym nawałem problemów poradzić.

W końcu wziąłem się za sprawy niezałatwione i zrobiłem listę wszystkiego, co trzeba załatwić. Potem skreślałem już załatwione. W ten sposób mój dyskomfort psychiczny się zmniejszał.

Ten mechanizm dodawania istnieje także w moim obecnym życiu. Czy nie zdarzyło ci się nigdy, że wybuchnąłeś z gniewem na ostatnią osobę stojącą w szeregu drobnych, nieprzyjemnych zdarzeń? Zdarza mi się, że kolejne mniejsze lub większe stresy kumuluję w sobie – albo dlatego, że jako pojedyncze powody nie są wystarczające do wywołania wybuchu gniewu, albo też dlatego, że musiałem zatrzymać je w sobie, na przykład wobec swojego przełożonego.

Jak sobie z tym radzę? Najzwyczajniej w świecie wyobrażam sobie tę osobę, która mnie wcześniej najbardziej wkurzyła, stojącą tuż obok osoby, przy której wybucham. Mam wtedy wybór – albo krzyczeć na wyobrażoną i zachować twarz przed rzeczywistą, albo krzyczeć na rzeczywistą i wyobrażać sobie tę wcześniejszą stojącą obok i śmiejącą się ze mnie, jaki to ze mnie kretyn.

Pomyśl, jak by się uśmiały te osoby, które zaczęły łańcuszek, gdybyś im powiedział, że aby się na nich odegrać, pokłóciłeś się na przykład ze swoją żoną. To jest coś w rodzaju postawy „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

Więc kiedy wybucham, staram się koncentrować swój gniew na innych częściach składowych tego szeregu, oprócz ostatniego elementu, który zostawiam sobie na drugi dzień. Mam prawo być zły i wyrzucać z siebie negatywne emocje, bo jestem tylko człowiekiem, ale nie chcę, żeby jacyś inni ludzie napotkani w autobusie, sklepie czy zwykłe zbiegi okoliczności komplikowały mi życie osobiste, stosunki z przełożonym czy znajomymi. Tylko ja chcę o tym decydować, ale zrobię to jutro!

Nie mam zamiaru być ofiarą miotaną przez zwykłe zbiegi okoliczności czy innych ludzi. Jedyne, czego chcę, to prawa do świadomego decydowania o swoim życiu, bo to ja za nie odpowiadam.

Jeżeli następnego dnia problem z ostatniego miejsca w szeregu ciągle istnieje, mam prawo go rozwiązać. Nie jestem już jednak zamroczony chaotycznymi emocjami, mogę na niego spojrzeć z dystansem i podjąć właściwszą decyzję, która mi tak nie zaszkodzi, jak ta ewentualnie podjęta dzień wcześniej.

Przy tym, zwracając się do osoby, staram się oddzielić swoje emocje od reszty. Wyobrażam sobie, że na przykład po prawej stronie znajdują się moje emocje, które staram się określić, nazwać i podać ich przyczynę, a po lewej jest ta osoba jako całość, czyli wszystko, co wcześniej zrobiła i jakim jest człowiekiem. Takie spojrzenie ułatwia mi podejmowanie właściwych decyzji.