Nie dodawaj

To jak postrzegamy samych siebie i to jak inni ludzie postrzegają nas, to często dwa różne światy. W przypadku ludzi z problemem alkoholowym tym odleglejsze od siebie im dalej powędrowali oni w swojej iluzji. Cały problem polega na tym, że żadna ze stron nie przyzna się do błędu, a prawo większości tu nie obowiązuje.

 

I w moim wypadku, tak jak w wielu innych, osoby z zewnątrz mówiły mi, że ja tylko szukam powodu do picia. Byle błahy powód, a ja już sięgałem po butelkę. Sęk w tym, że ja ich miałem cały stos. Zaległe raty pożyczki w banku, masę zaległych spraw, które musiałem załatwić, a przez swoje pijaństwo tylko ich przybywało, ogólna szarość życia i tak dalej i tak dalej. I w takiej sytuacji, jeśli doszedł mi jeszcze jakiś inny powód, ta czara problemów przelewała się. A przelewała się za każdym razem, bo zawsze była pełna. Nie chcę nawet liczyć, ile razy dodawałem ten sam problem z bankiem czy szarością życia.

 

Na dodatek, owa szarość życia to był problem z końca całej listy narzekań, tak jakbym chciał nią przypieczętować całość swojego nędznego istnienia. I ładna pogoda mi w tym nie przeszkadzała. Nawet, gdy był ładny dzień, to moje życie uczuciowe i przyszłość była szara. Ja miałem ją zawsze ze sobą, pod ręką, gdzie bym się nie ruszył. To było całe moje życie. A co z przyszłością? W zasadzie niby o niej rozmawiałem z innymi, ale była dla mnie tak spowita mgłą, że niewiele miała w sobie realności. Słodziłem ją oczywiście marzeniami, ale im byłem bliżej dna tym były one mniej realne, czasem wręcz groteskowe.    

 

 

 Cały czas czułem wielki dyskomfort życia, o którym chciałem po prostu zapomnieć. A nowy mały powód dawał mi tylko pretekst do zrobienia sobie przerwy. No i te emocje, z którymi nie wiedziałem co zrobić. Je też do tych problemów dodawałem. Nie wiedziałem jak sobie z tym nawałem poradzić. 

 

Z tą rosnącą stertą zaległych spraw zacząłem sobie radzić robiąc listę wszystkich spraw do załatwienia i skreślaniu tych już załatwionych. W ten sposób mój dyskomfort psychiczny zmniejszał się.

 

Ten mechanizm dodawania istnieje także w moim obecnym życiu. Czy nie zdarzyło ci się nigdy że wybuchnąłeś z gniewem na ostatnią osobę w szeregu drobnych nieprzyjemnych zdarzeń? Zdarza mi się, że kolejne mniejsze lub większe stresy kumuluję w sobie, albo dlatego że jako pojedyncze powody nie są wystarczające do wywołania wybuchu gniewu, albo też dlatego że musiałem zatrzymać je w sobie, np. wobec swojego przełożonego.

Jak sobie z tym radzę? Najzwyczajniej w świecie wyobrażam sobie tą osobę, która mnie wcześniej najbardziej wkurzyła, stojącą tuż obok osoby, przy której wybucham. Mam wtedy wybór, albo krzyczeć na tą wyobrażoną osobę i zachować twarz przed tą rzeczywistą. Albo krzyczeć na tę rzeczywistą osobę i wyobrażać sobie tą wcześniejszą osobę stojącą obok i śmiejącą się ze mnie, jaki to ze mnie kretyn. Pomyśl jak by się uśmiały te osoby, które zaczęły łańcuszek, gdybyś im powiedział, że aby się na nich odegrać, pokłóciłeś się np. ze swoją żoną. To jest coś w rodzaju postawy; „zrobię na złość mamie nie nosząc czapki i odmrożę  sobie uszy.”

 

Tak więc, kiedy wybucham staram się koncentrować swój gniew na innych częściach składowych tego szeregu oprócz ostatniego, który to zostawiam sobie na drugi dzień. Mam prawo być zły i wyrzucać z siebie negatywne emocje, bo jestem tylko człowiekiem. Ale nie chcę żeby jacyś inni ludzie napotkani w autobusie, sklepie czy zwykłe zbiegi okoliczności komplikowały mi moje życie osobiste, stosunki z przełożonym czy znajomymi. Tylko i wyłącznie ja chcę o tym decydować! Ale zdecyduję o tym jutro!

 

Nie mam zamiaru być ofiarą miotaną przez zwykłe zbiegi okoliczności czy innych ludzi. Jedynie czego chcę to prawa świadomego decydowania o swoim życiu, bo to ja za nie odpowiadam.

Jeżeli następnego dnia problem z ostatniego miejsca w szeregu ciągle istnieje, mam prawo go rozwiązać. Ale nie jestem już zamroczony chaotycznymi emocjami. Mogę na niego spojrzeć z dystansem i podjąć właściwszą decyzję, która mi tak nie zaszkodzi jak ta, ewentualnie podjęta dzień wcześniej.

 

Przy tym zwracając się do osoby staram się oddzielić swoje emocje od reszty. Wyobrażam sobie że np. po mojej prawej stronie znajdują się moje emocje, które staram się określić, nazwać i podać ich przyczynę, a po mojej lewej stronie jest ta osoba jako całość, czyli wszystko co wcześniej zrobiła i jakim jest człowiekiem. Takie spojrzenie ułatwia mi podejmowanie właściwych decyzji.