Nienawiść

Niestety świat na którym żyjemy nie jest wolny od nienawiści. Jedni ludzie niszczą innych w wyścigu po swoje szczęście czy nawet lepsze samopoczucie, nie zastanawiając się ani przez chwilę nad losem drugiego człowieka. O ile potrafię zaakceptować czyjąś nienawiść wynikającą z niewiedzy, emocji czy po prostu odmiennej osobowości, o tyle wędrówka przez życie po trupach jest dla mnie nie do przyjęcia. Tolerancja wobec takich osób oznaczałaby jedynie moja destrukcję. Niszczyłbym moje własne życie, poczucie własnej wartości, tak niezwykle ważnej dla ludzi z problemem alkoholowym i skazywałbym innych, nieznanych mi osób, na podobne przykre doświadczenia w przyszłości.

 

Dawniej tego rodzaju ludzie niszczyli moje życie, bo nie wiedziałem jak z nimi walczyć. To że ktoś mnie wyzwał na ulicy, był chamski w sklepie itp. potrafiło mnie wyprowadzić z równowagi na cały dzień. Aby ten gniew rozładować sięgałem po alkohol i jeszcze bardziej niszczyłem swoje zdrowie. Dla tych ludzi, być może był to pojedynczy incydent, po którym może nawet czuli satysfakcję, że mi „dokopali”. Może nawet pochwalili się tym swoim znajomym. Odchodzili i pewnie już ich więcej nie spotkałem, a na moim zdrowiu pozostawiali ślad. Zszarpane nerwy, problemy z zaśnięciem, a ponieważ sięgałem w takich sytuacjach po alkohol, dochodził jeszcze kac i pusty portfel. Gdyby któryś z tych ludzi wiedział, jakie konsekwencje ponosiłem za te ich próby podniesienia swojego ego, pewnie by skakali z radości. Z drugiej strony, często po bliższym poznaniu okazywało się, że to całkiem mili ludzie, którzy po prostu wyładowali się na mnie bez żadnego zastanowienia. W obu przypadkach nie poświęcali oni nawet jednej sekundy na to żeby zastanowić się nad tym czy mają rację oraz jakim jestem człowiekiem i czy może warto potraktować coś z przymrużeniem oka.

 

Postanowiłem z nimi wszystkimi walczyć, aby chronić swoje zdrowie. Pomyślałem, że skoro oni są takimi ignorantami, że nie poświęcają na osądzenie mnie ani jednej sekundy i od razu wrzucają mnie do jednego wora jako tzw. „głupka”, to ja mam takie samo prawo wobec nich. Odtąd wrzucałem ich od razu do worka, tak aby nie poświęcać im nawet jednej sekundy. Nie chodzi tu o obrażanie ich taką klasyfikacja, ale o zmniejszenie rangi ważności tego co mówią. Gdybym przyznał im wyższą rangę, podświadomie musiałbym liczyć się z tym co mówią. A taki skrót myślowy ułatwia mi zachowanie wewnętrznego spokoju.

 

Drugim etapem było wyobrażenie i staranie utrzymania w sobie ciszy i spokoju, jaki panuje w lesie. Żadnych emocji, ani negatywnych, ani pozytywnych. Tylko spokój. Gdzieś tam daleko toczy się życie, jeżdżą samochody, chodzą ludzie. Jedni odnoszą sukcesy w pracy, kupują właśnie nowy samochód, inni mają problemy i wykrzykują coś w złości. To wszystko dociera do mnie gdzieś z daleka, bo ja jestem w lesie i słucham szumu drzew.

 

Odtąd, gdy zdarzyła mi się jakaś nieprzyjemna sytuacja po prostu nie wychodziłem ze swojej ciszy. Robiłem swoje, tak jak uważałem za słuszne ciesząc się tym wewnętrznym spokojem. Ktoś na mnie krzyczał z wściekłością a ja w tym czasie podziwiałem piękną dziewczynę, zachwycałem się pięknym słonecznym dniem i nie poświęcałem ani jednej sekundy na zastanawianie się nad racjami tego krzykacza.

Starałem się przy tym nie odczuwać przyjemności z tego, że krzyczący jest coraz bardziej wściekły. Tu nie chodzi o pojedynek typu, kto kogo pokona, a jedynie o zachowanie swojego zdrowia. Jeśli będziesz to traktował jako pojedynek zaczniesz odczuwać pozytywne emocje z tego że wygrywasz, a to oznacza że wcześniej czy później przegrasz. Emocje to chwiejna podstawa, jedynie neutralna cisza jest na tyle silna, aby utrzymać cię niepokonanego.

 

Gdy sytuacja mijała, od razu zajmowałem swój umysł czymś innym, nie poświęcając na to co się stało ani jednej sekundy, nawet jeśli wygrałem. Gdybym odczuwał przyjemność z wygranej, trudno by mi było zapomnieć o tym zdarzeniu. Dlatego tak ważna jest neutralna cisza, a nie pozytywne uczucia. Ja zaczynam podziwiać przelatującego ptaka, może jakiś ładny samochód, a co robi przeciwnik? Układa cały szereg tortur dla mnie. Upaja się złudzeniem sukcesu odgrywając w swojej wyobraźni sceny, w których mnie bije, upokarza i co tam jeszcze sobie życzy. Może jeszcze powie swojemu koledze jak to mi nagadał i jak bardzo mnie nienawidzi, a potem może jeszcze poplotkuje i powie coś nieprawdziwego o mnie, żeby mnie skompromitować. Wszystkie te odegrane w jego wyobraźni sytuacje zemsty najprawdopodobniej nigdy się nie wydarza, oczywiście pomijam tu wyjątki od rzeczywistego zagrożenia. To wszystko odbywa się jedynie w jego wyobraźni, a nie w rzeczywistości. Wiec, co zyskuje przeciwnik? Zszarpane nerwy, trudności z zasypianiem i stracony czas, podczas gdy ja nie straciłem ani jednej sekundy.

 

Musisz sobie zdać sprawę, ze nienawiść niszczy tą osobę, która nienawidzi a nie tą znienawidzoną. Ty po prostu możesz robić swoje ciesząc się dniem, a przeciwnik będzie niszczył siebie dopóty, dopóki nie przestanie cię nienawidziec.