Echo dnia poprzedniego
Chciałbym zwrócić waszą uwagę, co dzieje w naszym umyśle jeszcze na długo przed terminem jakiegoś wydarzenia na które czekamy? Wchodzimy w świat wyobraźni, kiedy ten ważny dzień jest jeszcze daleko i ta wyobraźnia układa nam okoliczności jakich powinniśmy spodziewać się na drodze do naszego celu, czyli tej ważnej daty!
Kiedy coś jest daleko, mamy skłonność idealizowania wszystkiego co otacza nasze wydarzenie, ale wyolbrzymia też jego rangę. Im bliżej do celu, tym więcej okoliczności okazuje się tymi okolicznościami z naszego już znanego otoczenia, a obraz wydarzenia nabiera cech codzienności, czyli czegoś co ma źródło w naszym „Ja”!
Wyjaśnijmy, że nasze „Ja” to samoświadomość naszej własnej osoby i zawiera w swojej definicji postrzeganie otaczającego nas świata.
Wróćmy znowu do naszych rozważań. Na tydzień przed jakimś ważnym dniem, odgrywamy ten dzień jako całość w swoim umyśle, nastawiając się odpowiednio do niego. Ale właściwie odbywa się to poprzez zastępowanie wyobrażonej okoliczności przez okoliczność pochodzącą z naszego znanego otoczenia, czyli taką którą nasze „Ja” po prostu zna.
Zwróćcie uwagę, że na tydzień przed wydarzeniem robimy skok w świadomości do trzech dni przed celem i pobieramy stamtąd znaczną część okoliczności, a jednocześnie zabieramy mniejszy pakiet z okresu za tydzień. W ten sposób torujemy sobie drogę poprzez proces przyzwyczajania się do tego oczekiwanego dnia!
Jednocześnie, aby mieć miejsce w swoim ograniczonym obrazie tego co za trzy dni i dalej tego co za tydzień, usuwamy z teraźniejszości to co niepotrzebne! A co jest niepotrzebne? Jakże często jest to nasz czas pracy! Zauważcie, jak szybko nadchodzi ulga po nieprzyjemnej pracy i jak szybko ten relaks wypełnia teraźniejszość?
A jednocześnie, jak myślimy o następnym dniu? Przychodzi nam na myśl czas już po pracy, bo przyciągamy to co pozytywne, a przecież czas w firmie jest niechętnie akceptowany. Właśnie dlatego czas po skończonej pracy wchodzi do naszego wyobrażenia o następnym dniu jako pierwszy. Ale nie ma tak kolorowo w naszym myśleniu, bo tego kolejnego dnia rano, gdy na niego spojrzymy przytłacza go nieprzyjemność w firmie. Jednak nie zmienia to faktu, że czas po pracy jest naszym punktem odniesienia do określania dnia obecnego i kolejnego. Czyli najpierw importujemy z dnia następnego to co przyjemne! A na nieprzyjemną pracę raczej zgadzamy się niż ją przywłaszczamy!
Idąc dalej w naszych rozważaniach o nadchodzącym wydarzeniu, tak więc dzień wcześniej odgrywamy godziny dzielące nas od tej ważnej chwili, jakby ten dzień był już właśnie dzisiaj i mówimy; „Jutro o tej porze będę już tam!”. A gdy on już nadejdzie odgrywamy minuty tuż przed wydarzeniem, mimo że zostały całe godziny, ale my odtwarzamy w umyśle tą ostatnią godzinę czy dwie. Ale dlaczego? Odpowiedź brzmi, że poprzez to odgrywanie w wyobraźni wyidealizowanego wydarzenia łączymy go, a raczej ubieramy w okoliczności naszego teraźniejszego świata.
Rozważajmy dalej, teraz zwróćmy uwagę, że zależnie od naszego optymizmu lub pesymizmu, nieprzyjemny dzień, jakkolwiek to rozumiemy, zostawiamy za sobą w przeżywanym tygodniu, w dwojaki sposób; u optymistów ten dzień przechodząc do przeszłości wędruje dalej do tyłu, na przykład aż na początek tygodnia przed wydarzeniem, który właśnie mija, mimo, że ten zły dzień był cztery dni przed wydarzeniem. Tak, że osoba ma optymistyczne nastawienie jako skutek postrzegania sumy dobrych dni, które są świeższe w pamięci.
U pesymistów ten zły dzień wędruje bliżej do tyłu i wydaje się, że dopiero co minął, przez co oddziałuje na postrzeganie teraźniejszości i przyszłości.
Wydaje się, że w naszej podświadomości istnieją okresy; jeden tydzień przed wydarzeniem, trzy dni i jeden dzień przed nim, co wykorzystujemy do postrzegania przeszłości przed tym na co czekamy. Jest to oczywiście wyłącznie moje spostrzeżenie, które wymaga zbadania przez doświadczenia psychologiczne, ale zauważcie, że mamy zwyczaj mówienia; „Jutro”, za tym określeniem nieco rzadziej używamy terminu „Za dwa dni”, następnie akcentujemy opis „Za trzy dni”, co często brzmi „W połowie tygodnia”, a to dlatego, że weekend jest wyznacznikiem końca starego i początku nowego tygodnia. Jest punktem odniesienia do pozostałych dni, dlatego przychodzi nam na myśl termin „W połowie tygodnia”, jakbyśmy chcieli powiedzieć „Za trzy dni”. No i potem następuje luka aż do terminu „Za tydzień”.
Kolejną cechą naszego postrzegania jest to, że jeżeli mamy ciąg dni zmierzający do sukcesu lub inaczej mówiąc, trzy dni kończące się pozytywnie, to następujący po sukcesie dzień jest pusty, to znaczy nie naznaczony porażką ani sukcesem. Jakby czekał na nasze uzupełnienie, które z reguły jako przyjemniejsze jest bliższe pozytywnemu spoglądaniu na przyszłość niźli czarnowidztwu. Tak więc, po tych trzech pozytywnych dniach i pustym dniu ze znakiem zapytania czekającym na nasze uzupełnienie, możemy wtedy budować dalszą drogę sukcesów lub przejść w stabilną neutralność.
Po trzydniowym ciągu wynikiem którego jest porażka, następujący po niej dzień, nie jest pusty, ale naznaczony „żałobą”, nieprzyjemnym dołowaniem się, bo jest odległym stanem nawet od neutralności. Stąd wniosek, że neutralność jest wyblakłą drogą sukcesów, a nie stanem pokonania nieprzyjemnego samopoczucia.
Więc, aby przejść do myślenia pozytywnego, umysł musi pokonać przykre nastawienie. To się często zdarza zmieniając całkowicie nasz punkt widzenia.
Po ciągu trzydniowym i sukcesie następuje tak zwane przyzwyczajenie się do sukcesu, kiedy zmienia się w stan neutralny, a to oznacza, że od sukcesu odliczamy zmniejszającą się satysfakcję, która coraz słabiej nas pobudza do starania się o kolejny sukces. Podsumowując, bo to jest nasza kolejna teoria, w dniu sukcesu kolejny dzień widzimy bardzo pozytywnie, ale drugi dzień już mniej pozytywnie, czyli odmierzamy ten dzień z powrotem do dnia sukcesu wspak, podczas gdy my sami idziemy do przodu.
Skąd ta wędrówka wspak i czy na pewno istnieje? Gdyby jej nie było, to sukces musiałby trwać stabilnie na wysokim poziomie przez na przykład trzy dni, aby cieszyć się nim trzeciego dnia, albo po sukcesie od razu następnego dnia powinniśmy o nim zapomnieć. A przecież mamy stan pośredni! Cieszymy się z niego malejąco!
Stan neutralny niszczy przyjemność, a raczej ją wyjaławia, więc skoro cieszymy się z sukcesu trzeciego dnia, a patrząc do przodu mamy same neutralne dni, więc nie mamy tym samym powodu by się cieszyć z przyszłości, więc skoro się ciągle cieszymy, to znaczy, że wracamy się podświadomie i świadomie trzy dni wstecz do dnia sukcesu.
To bardziej filozoficzne wyjaśnienie mojego rozumowania, ale może zgodzicie się z nim? Jest przecież dobrze znaną prawdą.
I znowu chciałbym abyście coś zauważyli, podczas tego spadku satysfakcji idąc wspak do niedawnego sukcesu, a sami poruszając się do przodu, na początku odliczamy tylko dni do kolejnego sukcesu, co spowodowane jest chęcią kolejnego awansu. Znamy to jako chęć zrobienia kariery. Ale w miarę oddalania się od tego sukcesu zaczynamy wydłużać oczekiwanie następnego sukcesu, zamiast godzić się na jego brak. I tak, na początku może oczekujemy awansu za jeden tydzień, a potem, być może po dwóch lub trzech tygodniach, spodziewamy się sukcesu za dwa miesiące lub idąc dalej po jałowej drodze, na której ślad po tym sukcesie – źródle niemal zaginął, oczekujemy awansu za kilka miesięcy, aż sukces przejdzie do historii i przywykniemy do niego jako nie prowadzącego nas dalej ścieżką kariery.
I na koniec coś o egzaminach, a mianowicie po jakimś niezdanym egzaminie grupujemy na przykład trzy dni i ubolewamy, że nie zdaliśmy egzaminu. Następnie po upływie tych trzech dni, znowu układamy w grupę kolejne trzy dni, ale ubolewamy już nie z niezdanego egzaminu, ale z powodu tych trzech dni żałoby i mówimy; „Co ja będę tak się dołował?! Stało się, nie zdałem egzaminu, ale ile będę się tym martwił?”
Czyli nasz umysł radzi sobie, aby wyjść z żałoby narzekając nie na niezdany egzamin, ale na żałobę i w ten sposób problem robi się coraz mniejszy, aż całkiem po nim troska zaginie.
To tyle moich rozważań na temat wpływu minionych dni na nasze postrzeganie przyszłości! Mam nadzieję, że udało mi się zainteresować was tym tematem dnia codziennego?