Przekonywanie się do czegoś
Przyjrzyjmy się procesowi przekonywania samego siebie do czegoś, na przykład kiedy natkniemy się na jakiś fakt, czy podczas nadejścia czasu wymagającego od nas jakiejś decyzji, gdy początkowo jesteśmy nastawieni do jakiejś sprawy sceptycznie lub nie do końca wierzymy w spełnienie się tego zdarzenia, z czasem okazuje się, że zmieniamy swoje przekonania co do tej sprawy i zaczynamy widzieć siebie w nowej roli. A więc jak to się dzieje, że sami się do czegoś przekonujemy?
Na samym początku, kiedy stajemy przed jakimś nowym wyzwaniem ma swoje miejsce faza odpychania, czyli widzimy mnóstwo wad lub jedną wielką przeszkodę wydawałoby się ponad nasze siły i wtedy działa nasza wyobraźnia negowania możliwości danego zdarzenia. To coś, czyli decyzja lub fakt z jednej strony kusi nas, lecz siła odpychania jest zbyt silna, by bezkrytycznie przyjąć nową sytuację.
Wielka przeszkoda lub wiele mniejszych barier, wielka wada lub wiele mankamentów odpycha nas od myślenia o tym fakcie lub decyzji, a jednocześnie kusi nas teraźniejsze wyobrażenie o nagrodzie na przykład awansie w pracy, zdaniu egzaminu czy zmianie pracy lub mieszkania i tak dalej można wyliczać.
Powstają więc dwie granice do przekroczenia, jedna w teraźniejszych okolicznościach, a druga w naszym myśleniu o tej sprawie. Jeśli przyjrzymy się tym dwóm granicom, to widzimy, że o ile początkowo większa może być ta bariera w naszej wyobraźni, bo wydaje się nam coś trudnego do przyswojenia, to obie te granice zmieniają się względem siebie co do siły wzajemnego oddziaływania.
I tu dochodzimy do pierwszej teorii, ale najpierw musimy sobie zadać pytanie, jak nasz umysł radzi sobie z pokonaniem takiej przeszkody, by nie stanąć bezradnie w miejscu lecz przejść przez wyzwanie jakie stawia mu na drodze zwyczajne życie? Musimy tu zauważyć, że istnieje problem zarówno dla teraźniejszości i wszystkich okoliczności które napotykamy w chwili obecnej, jak i dla przyszłości a raczej wyobrażenia o omawianym zdarzeniu, które jest jakby równoległym wyzwaniem.
I tak oto powstaje pierwsza teoria, która mówi, że aby pokonać coś w wyobraźni, umysł dzieli granicę w teraźniejszości na drobniejsze. Najpierw 2 lub 3 mniejsze i znów spogląda w przyszłość, a potem za kolejnym powrotem na kilka a nawet kilkanaście mniejszych granic, lecz ich suma jest inna niż granicy w wyobraźni.
A kiedy suma granic do przejścia w teraźniejszości, przekroczy wartość granicy w naszej wyobraźni, zaczynamy o czymś myśleć coraz bardziej swobodnie. Granica w wyobraźni maleje wraz ze zmniejszeniem się przeszkód w chwili obecnej. Widzimy wtedy, że dany problem, wyobrażany sobie przez nas, nie jest aż tak wielki jak był na początku procesu dzielenia granic w teraźniejszości. Innymi słowy, wyobraźnia ściśle współpracuje z teraźniejszością i zmienia się wraz ze zmianą okoliczności chwili obecnej. Objawia się brakiem odpychania na tyle dużym, że w wyobraźni robimy krok.
Można to zaobserwować, gdy myślimy o awansie w pracy; początkowa wielka przeszkoda, na którą natknęliśmy w teraźniejszości, na przykład zwolnienie się etatu nadrzędnego nam dyrektora budzi wielki problem konkurencji na to stanowisko, lecz przebywszy swoją drogę na to miejsce pracy w wyobraźni odkrywamy w tejże wyobraźni swoje zalety i przewagę nad innymi kandydatami, tak że wracając do analizy własnego położenia w teraźniejszości wielka ilość kandydatów jest już pomniejszona o wyeliminowanie niektórych osób. Czyli podzieliliśmy problem i jest on mniejszy o te osoby! To znaczy powstała mniejsza granica pokonania niekompetentnych osób i druga jeszcze dosyć duża granica pokonania pozostałych konkurentów.
Lecz ten proces trwa i wciąż przechodzimy do wyobraźni, coraz dokładniej widząc siebie na tym stanowisku, po czym wracamy z podzieloną listą osób najbardziej nam zagrażających, bo eliminujemy kolejnych pracowników ze względu na różne zależności osobowe, różnice dążeń i oczekiwań tychże konkurentów, ich wcześniejsze błędy i wiele innych czynników różnicujących szanse poszczególnych osób na awans.
Kolejna teoria;
Warto zauważyć, że pokusy które nas pociągają oddziałują na nas od największej do najmniejszej, przy czym korzyści nie mają swojej przypisanej równej co do wielkości pary wśród wad a połączone są w zależności chaotycznej, czyli większy sukces może mieć mniejszą trudność a mniejsza korzyść może mieć większą przeszkodę do pokonania.
Ale bardzo ważne jest u podkreślenie, że w rozważanym jednym sukcesie, tylko drugie i kolejne po nich przeszkody na drodze nie są ułożone malejąco, bo największą barierę na danej drodze do wybranego przez nas sukcesu traktujemy jakby reprezentacyjnie, czyli wszystko uzależniamy od pokonania tej pierwszej i największej przeszkody. Mówimy; „Jakby tylko to coś się udało, to reszta poszłaby łatwo”.
Sukces największy pociąga nas najbardziej i przykładamy do niego największy spodziewany problem oceniając szanse jego osiągnięcia, mimo że niekoniecznie przypisany jest on bezpośrednio do tego wyzwania. Największa przeszkoda może być związana z poboczną okolicznością największego sukcesu i wpływać na trudność jego osiągnięcia tylko pośrednio, ale że traktujemy ją reprezentacyjnie to przykładamy zawsze jako pierwszą i najważniejszą do pokonania, a dalej wszystko ułożone jest w odmienny sposób.
Analizując kolejne granice po tej pierwszej i najważniejszej przeszkodzie na drodze do jakiegoś wybranego sukcesu można zauważyć, że pozostałe wady na drodze do jakiegoś sukcesu nie mają logicznej hierarchii w naszym myśleniu, czyli nie rozważamy ich od największej wady do najmniejszej, ale za to układamy wszystko w naszym myśleniu pod kątem sukcesu możliwie największego do mniejszego i przy tym panuje raczej chaotyczna wyliczanka przypisanych im wad w trakcie analizowania danej sytuacji.
Zauważcie, że wady które wyliczamy są przypisane do danych okoliczności, a te mają swoje przyporządkowane miejsce i kiedy analizujemy jakąś sytuację to rozważając różne okoliczności sukcesu napotykamy różne wady, raz mniejsze innym razem większe, bez hierarchii wzrastającej, zależnie od tego którą okoliczność analizujemy.
Czy większy sukces oznacza większe przeszkody? No właśnie nie koniecznie!
Dzieje się tak również dlatego, że nasz umysł silniej wypiera myślenie o większych barierach, niż o tych mniejszych, więc nie chce zajmować się tymi największymi problemami, dając im jakby większe prawo istnienia, a to sprawia że równie chętnie zajmie się analizą mniejszych wad. I tak dochodzimy do reguły, że wszystkie te wady przychodzą do naszego myślenia w porządku przypadkowym.
Istnieje także zjawisko krzyżowania się okoliczności przy powracaniu w myślach do największych przeszkód czy zagrożeń jak i w analizowaniu zalet oraz nagrody. Polega ono na tym, że podczas kolejnych powrotów w myślach raz po raz do największych przeszkód dodajemy coraz więcej najbardziej optymistycznych okoliczności, natomiast do ewentualnej nagrody dodajemy małe czyli niewiele znaczące niekorzystne okoliczności. Powoduje to, że szala pozytywów i negatywów przechyla się na korzyść optymistycznej wersji zdarzeń.
Coś też dzieje się z przeszkodami w teraźniejszości, bo po tym jak przekonujemy się do kroku myślowego w przyszłości, czyli w wyobraźni pokonujemy jakąś granicę, jednocześnie czynimy jakieś działania lub postępujemy w postrzeganiu teraźniejszych spraw o pewien odcinek, inaczej mówiąc przekonujemy się do czegoś o pewną wartość naszego postrzegania.
I tu następuje coś dziwnego, bo na początku nie zmniejsza to liczby przeszkód do wybranego sukcesu aż przekroczymy jedną trzecią drogi do niego, czyli do jednej trzeciej drogi do danego wyzwania granica w teraźniejszości wciąż dzieli się na mniejsze przeszkody do pokonania, lecz po połowie pokonanych granic zwalnia w ich częstotliwości, aż teraźniejszość stopniowo przechodzi w dokonany sukces.
Jednak zanim to nastąpi granice stają się coraz mniejsze i coraz płynniej poruszamy po myśleniu o nich, aż po przekroczeniu połowy drogi do sukcesu, ten zacznie nam się urzeczywistniać. Tak właśnie odbywa się przyzwyczajenie do teraźniejszości gdy przejdziemy połowę drogi do niego, bo dopiero od połowy maleje ilość przeszkód do pokonania
Jest też pewne zjawisko, ponieważ jeśli nazwiemy podzielone granice teraźniejszości A, B, C, D, E i F, a które widzimy do pokonania na drodze do jakiegoś celu, to w wyobraźni i teraźniejszości umniejszają się najpierw najbardziej skrajne granice A i F, potem B i E, aż dochodzimy do środkowej przeszkody czyli D.
Dzieje się tak dlatego, ponieważ przeszkody E i F idealizujemy w wyobraźni której one są najbliżej, a dokładnie dzielący nas czas do nich sprawia, że wyobrażamy sobie okoliczności jako bardziej sprzyjające.
Natomiast przeszkody A i B, czyli te najbliższe naszej samoświadomości, czyli własnego „Ja” teraźniejszego, a zatem wydają się mniejsze bo wyobraźnia już tak mocno nie wpływa na nie a zdążyliśmy pogodzić się ze okolicznościami niekorzystnymi i zaakceptować ich w rzeczywistości obecnej.
Można to zauważyć na przykład na egzaminie, kiedy demonizujemy wszystko kiedy jest przed nami kilka osób i wtedy myślimy o tym jak bardzo chcielibyśmy mieć czas egzaminu za sobą, czyli skrajną granicę „F”, będąc jednocześnie po okolicznościach teraźniejszości „A” zmniejszającej się kolejki osób.
Ale gdy następuje nasza kolej i przychodzi nam otworzyć drzwi do sali egzaminacyjnej to nagle w tym momencie trzeźwiejemy. Czyli pokonujemy skrajne granice z czekania na swoją kolej i czasu po wyjściu z sali egzaminacyjnej, a czas egzaminu jest w tym przypadku środkiem naszych granic do pokonania!