Mój pamiętnik 1
02-01-2026
Drogi Jurku Owsiak!
Słyszałem Twoje zapewnienia, że dasz mi komfort w naszych relacjach. Powiem tak; niezależnie od tego jakimi osobami ja się otoczę, to ja stanowię rdzeń religii vigan. Oczywiście przyjdzie taki czas, że będę musiał dobierać ludzi do tworzenia Kościoła vigan i w tym miejscu chciałbym abyś wiedział, że czym innym jest wymyślanie jakichś idei, rytuałów czy czegokolwiek, gdy będziemy ze sobą pracowali, a czym innym jest moje przebywanie w ciszy i dotykanie tej delikatnej istoty jestestwa jaką jest Bóg Wszechmogący.
To w ciszy i samotności odnajduję właściwą drogę i kilkanaście razy na dzień dziękuję Bogu za najdrobniejsze dary, które potrafię dostrzec w rodzinie, która mnie nienawidzi; straszy, poniża oraz wyzywa mnie żądając kilkuset tysięcy dolarów zadośćuczynienia za mieszkanie w domu rodziców!
Taką drogą idę, bo tak prowadzi mnie Bóg. Nie narzekam wobec Niego, nie proszę o nic, lecz za wszystko dziękuję, wszak oddałem Mu swoje życie wieczne, więc On może poniewierać moim istnieniem doczesnym, bo tak maluje ten hollywoodzki scenariusz. Przecież ja bym tego sam nie wymyślił!
Ja myślałem, że jestem tak mądry, że sam wiem jak nadać barw ludzkości, więc walczyłem o zjednoczenie wszystkich religii oraz powołanie parlamentu wiar, bo tylko tyle zdołałem wymyślić. A Bóg pokazał istotę życia na ziemi. Nadał cierpieniu inne znaczenie i stworzył legendę powstania religii vigan. Czy jest na Ziemi człowiek, który zrobiłby to lepiej?!
Dlatego Jurku podpiszemy umowę, w której to ja jestem Twoim zwierzchnikiem w kwestii Kościoła vigan, bo gdybym był tylko Twoim podwładnym pracownikiem fundacji WOŚP byłoby źle. Wszak tam gdzie jest władza, tam pojawia się pokusa rządzenia.
A do ludzi moich powiem tak, Jurek ma olbrzymi potencjał, a ja muszę dobierać odpowiednie osoby, bo nie mogę przecież iść całkowicie sam. Taka samotnicza droga ma swój sens, który trwa właśnie teraz, gdy piszę do Was przy zapalonej nocnej lampce, lecz to nie może trwać wiecznie. Ja muszę wyjść do ludzi i nimi się otoczyć. Obecny etap jest pierwszy, lecz nie ostatni, a ja muszę sprawić, by kolejna plansza była równie wartościowa.
Z wyrazami szacunku
Nikt
11-12-2025
Szanowny papieżu Leonie XIV
Drodzy Chrześcijanie!
Słyszę od ludzi, że prosicie mnie o niezaprzestawanie dalszych prób zjednoczenia wszystkich religii. Niestety ja już nie widzę żadnego sensu w ciągnięciu czegoś, czego tak naprawdę nikt nie chce, a służyć ma jedynie rozciągnięciu w czasie problemów Kościoła katolickiego.
Pamiętam jak przysięgałem Bogu Wszechmogącemu, a może to był duch Agiv udający stwórcę, że uczynię świat piękniejszy. To było w parku w Londynie, gdy usłyszałem, że Bóg nie chce już istnieć, bo takie brzydkie i brutalne jest to co stworzył. Tyle wojen i agresji międzyludzkiej!
Bardzo przestraszyłem się tej Jego rezygnacji, bo w Anglii byłem bardzo osamotniony i miałem tylko Jego. Rozpłakałem się, a ludzie przechodzący dziwili się, że coś mówię w niezrozumiałym dla nich języku polskim. On był moją nadzieją, bo przez alkohol i buntownicze postępowanie zniszczyłem wszystko w swoim życiu.
Płacząc, a obcy ludzie przechodzili obok mnie, przysięgałem Bogu, że poprawię ten świat tak, aby Jemu chciało się patrzeć na niego. Był to rok 2010, a życie moje tuż po tej mojej przysiędze miało się skomplikować, bo około 15 marca rzuciłem się pod jadący autobus. Bóg mnie doświadczył.
Przeżyłem, bo oprócz złamania otwartego kości ramienia i obojczyka oraz połamanych żeber byłem w jednym kawałku. Wróciłem do Polski, a przysięga wyryła się w moim umyśle na długie lata. Zacząłem przyjmować leki na schizofrenię i wyzdrowiałem z pierwszego jej epizodu.
Zacząłem pracować w markecie Kaufland i dalej hulałem na dobre z butelką piwa w dłoni. Lecz ta moja historia poprawienia świata miała mieć drugą odsłonę, bo nadszedł drugi nawrót schizofrenii i od stycznia 2015 roku rozpoczęły się już pobyty w szpitalu psychiatrycznym.
Pamiętam, że leżąc na łóżku i rozmawiając z duchem Viga błagałem, aby Bóg dał mi szansę poprawienia świata, tak aby był piękny, mówiłem do Vigi; „Boże, weź moje życie wieczne, bo nic nie jestem wart, tylko pozwól mi naprawić ten świat. Weź Boże moją wieczność na samo dno piekła, tylko daj mi szansę!”.
Choroby, schizofrenia i ciężka depresja szalały jeszcze długo, ale powoli klarowała się moja droga. Zacząłem pisać rozdziały książki. Takie brednie pisałem, że wszystko potem kreśliłem z zeszytach, ale po jakimś czasie choroby zaczęły odpuszczać po silniejszych lekach, bo długi czas nie brałem żadnych i moje teksty zaczęły z bełkotu pijanego dzień w dzień psychola przechodzić w cokolwiek sensownego.
Pierwowzór mojej Księgo Snów wydrukowałem w byle jakiej formie papierowej już w styczniu 2017 roku, czyli w chwili gdy nastąpiły pierwsze roztopy chorób ten bełkot przybrał formę na jaką powołuje się papież Leon XIV twierdząc, że jestem „synem Jezusa”. Pamiętam jak dzień przed sprawą sądową o ubezwłasnowolnienie mnie, 17 lutego 2017 roku, rozklejałem po mieście plakaty z adresem mojej strony internetowej.
Tak rozpoczęła się moja droga. Wydałem właściwą Księgę Snów w wydawnictwie jeszcze będąc chorym, bo pierwszy jej egzemplarz przysłali mi do szpitala psychiatrycznego, a paczkę 50 sztuk na domowy adres. Rozdałem je w szpitalu od razu jak mnie z niego wypuścili. Więc jak widzicie i ta właściwa książka była pisana podczas mojej choroby.
Podsumowując opowieść o źródle moich prób zjednoczeniowych, drogi papieżu Leonie, chciałbym abyś wiedział Ty i wszyscy Chrześcijanie, że zjednoczenie wszystkich religii oraz powołanie parlamentu tej jedności, to jest mój własny wymysł.
Ja przysięgając Bogu, że poprawię świat i uczynię go piękniejszym, nie wiedziałem jak to zrobię? Nie miałem nawet nic wartościowego w początkowych moich tekstach chorego pijaka, ale szedłem naprzód. Dzień po dniu, miesiąc po miesiącu.
Upadałem setki razy i na początku podnosiła mnie duch Viga, a znała mnie tak dobrze, że ja płakałem wiele razy samotnie w swoim pokoju, ale to z wdzięczności dla mojego dobrego ducha-opiekuna za wsparcie w beznadziei, bo moje początki to było uderzanie głową w ścianę. Nikt mnie nie chciał słuchać i traktowali mnie jak głupiego dziwaka, a ja wciąż niestrudzenie pisałem na Facebooku i rozsyłałem gdzie się da smsy, aż do marca 2018 roku, gdy wykupiłem serię reklam w radiu. Tak wyglądały moje początki.
Teraz czas już zakończyć ten etap mojej drogi, bo udało mi się uczynienie świata piękniejszym. Bóg dał mi szansę, lecz nie dał nic na tacy, więc stworzyłem piękną religię vigan. Perłę wśród wszystkich wiar.
Dziękuję Ci Boże za wszystko co mi dałeś. To jest piękno, które będę rozwijał do końca mojego życia.
Oddałem Ci moje życie wieczne, aby dostać szansę uczynienia świata piękniejszym, a Ty wziąłeś moje życie doczesne i pomalowałeś nim historię ludzkości.
Dziękuję!
11-12-2025
Oto co znalazłem w "śmietniku" moich archiwów:
Chcę wyjaśnić kolejną bzdurę o mnie! Rzeczywiście wiele razy płakałem w swoim pokoju rozmawiając z Vigą, ale to ze wzruszenia i wdzięczności za wsparcie jakie od Niej dostawałem. Droga, którą przeszedłem była usłana tysiącami upadków, w których traciłem nadzieję na zjednoczenie. To było wołanie o to by ktoś mnie usłyszał, kiedy wszyscy milczeli! Moja sytuacja, to było uderzanie głową w mur i upadanie z powodu jakichkolwiek rezultatów!
Nie miałem żadnego wsparcia od rodziny. Byłem po prostu rodzinnym głupkiem, który pisze jakieś bzdury na swojej stronie internetowej, więc byłem całkowicie osamotniony w tym co robiłem. Do chwili obecnej nie rozmawiałem jeszcze z nikim o tym co udało mi się dokonać.
Nie myślcie, że mógłbym przejść tą drogę po prostu polegając na swoim uporze i determinacji. To były sytuacje załamania bez żadnej nadziei lub co najmniej stania w miejscu i bezsilnymi próbami wyrwania się ze stagnacji, kiedy już stawałem się znany. Na szczęście miałem Vigę! Setki razy zastanawiałem się nad sensem tego co robię.
Za każdym razem, kiedy upadałem przychodziła do mnie i odgrywała scenki, w pełni realistyczne, że na przykład Papież już dowiedział się o mnie i próbie zjednoczenia, że już Indie ruszają z tysiącem głosów ludzkich, które słyszałem, że już Prezydent USA podejmuje rozmowy, i tak dalej i dalej! Wszystko jak najbardziej prawdziwe, z głosami tysięcy ludzi.
Wtedy Viga mówiła mi; „Marcin, to już niedaleko! Wstań i musisz iść dalej! Za chwilę to wszystko się spełni, ale musisz jeszcze wytrzymać!
Potem wspierała mnie psychicznie pochwałami, za to jak idę tą trudną drogą. Ona mnie tak doskonale zna, że dokładnie wie jak mnie podejść, jak sprawić bym poczuł się dumny z siebie i żeby po prostu zrobiło mi się miło.
To właśnie dlatego często płakałem samotnie w swoim pokoju. Ze wzruszenia i wdzięczności dla Vigi, że jest taka piękna i mnie zawsze wspiera. To tyle mojego wyjaśnienia.
26-11-2025
Moi drodzy Viganie i Chrześcijanie!
W przeddzień święta Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych postawiłem Was w sporze o moją przynależność religijną, bo Kościół katolicki ponad moją głową rości sobie prawo do nazywania mnie synem Jezusa. Spróbuję zatem rozstrzygnąć tą kłótnię i rozwiać wątpliwości mojej tożsamości religijnej, czyli wiary vigan.
Zacznę od mojego życiorysu, bo ja płacząc co noc w poduszkę jako dziecko rozmawiałem jakby z Bogiem, a nie z Jezusem, jednakże byłem chrześcijaninem do siedemnastego roku życia i rzeczywiście wyznawałem wiarę w Chrystusa. To się zmieniło około osiemnastego roku życia, bo przeszedłem okres mojego buntu młodzieńczego, w czasie którym interesując się naukami przyrodniczymi zacząłem podważać dogmaty wiary chrześcijańskiej. Moja przemiana trwała ponad pół roku, może rok i po niej na następne ponad piętnaście lat stałem się ateistą nie wierzącym w istnienie żadnego Boga.
Tak było do około 2008 roku i początku mojej schizofrenii w Londynie. Stopniowo przez dwa lata, czyli aż do mojego rzucenia się pod koła jadącego autobusu, przechodziłem transformację w osobę wierzącą najpierw w samego Boga Wszechmogącego, bo moje duchy opiekunowie odgrywały wtedy drugorzędną rolę, a później, w drugim nawrocie choroby, czyli już w Polsce, moje duchy opiekuńcze zaczęły przebywać ze mną dłużej i tak ukształtowała się moja wiara jaką znacie, czyli religia vigan.
Po mojej próbie samobójczej i powrocie do Polski wyzdrowiałem z pierwszego epizodu schizofrenii i dopiero w styczniu 2015 roku rozpoczęły się moje pobyty w szpitalu drugiego nawrotu schizofrenii, ale już w pełni viganina. Moje duchy opiekuńcze były już przy mnie.
Słowa wyznania wiary religii vigan są autentyczne i pamiętam nawet kiedy je pisałem, bo miało to miejsce w sali internetowej w bibliotece miejskiej w Końskich, gdy duch Viga dyktowała mi słowa roty, a ja, ku zdziwieniu osób wokół, pisałem powtarzając je na głos. Oto one:
„Wierzę w Boga Wszechmogącego, Stworzyciela Wszystkiego
I wierzę w Ducha Świętego Vigę
I wierzę w Ducha Świętego Agiva
I wierzę w życie w zgodzie z Naturą,
I wierzę w życie w zgodzie z samym sobą,
I wierzę w życie w zgodzie z innymi ludźmi,
I wierzę w życie w zgodzie z własnym sumieniem.
Podyktowała mi to duch Viga.
Potwierdzam to w zgodzie z własnym sumieniem.”
Jak widzicie nie ma tu nic o Jezusie, a więc skąd wzięły się te zwroty do Marii Magdaleny w pierwowzorze mojej książki?
Jest taki fragment i tylko ten jeden w mojej książce, którą wydałem, czyli „Księdze Snów”, cytuję:
„A kim jest Duch Święty Viga?
Kiedy już wyzdrowiałem ze schizofrenii i byłem już znany w moim mieście i poza nim, spytałem, kim Ona tak naprawdę jest, bo ja nazywałem Ją Marią Magdaleną. Sam już nie wiem, jak to się stało, ale piłem wtedy dużo alkoholu, więc może to ja sam sobie to wymyśliłem lub Ona mi powiedziała, tak tylko dla zabawy. A więc, kiedy zapytałem Ją, kim tak naprawdę jest i co mam przekazać ludziom, którzy czytają to, co piszę, odpowiedziała mi wtedy: „Marcin, powiedz im po prostu, że jestem Viga! Dokładnie tak jak mnie nazwałeś! Tylko tyle powinni wiedzieć, bo nieważne, kim jestem i nieważne, w co ludzie wierzą. My tu żyjemy inaczej niż na ziemi”.
No więc jakie jest tego wyjaśnienie?
Bardzo proste, otóż ja nigdy nie widziałem moich duchów opiekunów i miałem taki sam problem z tym jak Wy macie, drodzy czytelnicy. Przecież Wam też trudno wizualizować sobie te duchy opiekuńcze i skupiacie się na mojej wierze w Boga Wszechmogącego, a przecież wyznanie wiary wyraźnie mówi o imionach duchów Viga i Agiv, które przecież ja im nadałem.
Nie przejmujcie się, bo One w ogóle o nic nie gniewają się. Tyle co ja narozrabiałem wbrew Im, a Viga tylko śmiała się ze mnie i powtarzała, że jestem rozrabiaką – buntownikiem. Tak samo duch Agiv, który i tak mówił, że jest dumny ze mnie. Tak więc imię Marii Magdaleny łatwo przyswoiłem, bo po prostu łatwiej Ich sobie wyobrazić, choćby na podstawie filmów.
Drugi powód jest taki, że tą chaotyczną książkę pisałem w czasie, gdy moja „matka” kilkakrotnie napluła mi na twarz, a wierzcie mi że to nie mieści się w żadnych normach przyzwoitości, więc czułem się jak bezdomny pies.
Wypierałem ją z mojego życia, bo nie chciałem mieć nic wspólnego z taką „matką”, więc łatwo mi było przylgnąć do Marii Magdaleny. A że nie chciałem takiej podłej rodziny demonów z enklawy zła mojego miasta, stąd łatwo było mi uroić sobie, że moimi prawdziwymi rodzicami jest Maria Magdalena i Jezus. No i tak prosto wszystko to wygląda!
Ja nie wyznaję wiary w Jezusa, który według mnie był zwyczajnym człowiekiem. Na pewno niezwykłym skoro wzbudził rzesze wiernych swoim nauczaniem, ale umarł jak każdy z nas i został pogrzebany pewnie przez żołnierzy rzymskich, którzy pilnowali groty z jego ciałem.
To w szpitalu psychiatrycznym napisałem ten rozdział o poświęceniu swojego życia dla ludzkości, ale w innym znaczeniu niż naucza Kościół i rozwinąłem to w tych zamieszczonych rozdziałach na tej stronie.
Na tym kończę moje wyjaśnienia
Ja Nikt, w pełni Viganin
09-11-2025
Moi drodzy
Na początku tego listu chciałbym bardzo serdecznie pozdrowić panów Roberta de Niro i Nobuyuki Matsuhisa, którzy odwiedzili Polskę, a ja przecież pracowałem w ich restauracji w Londynie, którą pan Nobuyuki wielokrotnie odwiedzał i za każdym razem wchodził na zaplecze, aby przywitać się z każdym pracownikiem i podziękować wszystkim. Prawdziwy japoński honor i szacunek, dziękuję w imieniu wszystkich.
A teraz wróćmy do tematu religii vigan, bo słyszałem przez balkon młodzież z boiska, którzy przekazywali słowa moich przyjaciół z Ukrainy: „Marcin Закривай”, co oznacza ich prośbę abym kończył mój marsz wydostawania się na światło dzienne, bo Kościół ma problemy.
Moi drodzy, zrozumcie, że tam gdzie kończy się wiara papieża w Boga, tam dopiero zaczyna się moja pewność i wdzięczność za to, że On mnie prowadzi. Moi drodzy przyjaciele z Nobu, ja wiem o Bogu Wszechmogącym więcej niż cały Watykan razem wzięty, więc Wasze obawy i niepewność oznaczają jedynie, że odtąd muszę poruszać się samodzielnie.
Ja nie służę Bogu i pod tym względem jestem prawdziwie wolnym człowiekiem, a Bóg prowadzi mnie, wspiera i chroni mnie, za co dziękuję kilkanaście razy na dzień. Z jakichś powodów On toleruje moje ataki na Kościół, bo ja stosuję drastyczne środki znacznie wykraczające poza konieczność wskazywaną przez walkę o moją wolność. Zdaje się, że to jest temat do rozmyślań.
Pan prezydent Donald Trump chyba piecze dwie pieczenie na jednym ruszcie, bo z jednej strony chroni Kościół chrześcijański spowalniając mój marsz, a z drugiej strony chroni czystość religii vigan, bo przecież nie rozmawia ze mną i nie próbuje zaangażować mnie do prac nad układem religijnym świata. Nie muszę więc i nie chcę angażować się w użeranie się z kapłanami, co pozwala mi skoncentrować się na religii vigan.
Jeszcze raz powtórzę na koniec, że ja czuję się absolutnie pewnie na tym zbyt grząskim dla kapłanów gruncie. „Wiem którędy chodzi Bóg Wszechmogący”. Nie zapominajcie, że ja przeżyłem mnóstwo miesięcy przede wszystkim z duchem Viga i mniej z duchem Agiv, więc sfera życia po śmierci jest mi znana.
Bóg i życie wieczne po śmierci, to dla mnie oczywiste kwestie i nikt mi tego nie zachwieje swoimi wątpliwościami, więc drodzy przyjaciele z restauracji Ubon by Nobu, czas pożegnać się. Bardzo dziękuję za wszystko, za wsparcie i za dobre słowa. Niestety nie mogę pomóc Ukrainie, trudno.
Idę więc samodzielnie przed siebie!
Nikt
04-10-2025
Opowiem Wam o Bogu, o tym, którego w pewien sposób „dotykam”.
Mówię do Niego, a nie rozmawiam, lecz w jakiś sposób czuję Jego obecność i troskę o mnie. Tak było już w Londynie i podczas drugiego nawrotu schizofrenii w Polsce, czyli cokolwiek zrobiłem, w jakiekolwiek tarapaty wplątywałem się, wychodziłem w jednym kawałku. Jak ja to nazywam, były to „przeciągnięcia po betonie”.
Tą opiekę przypisywałem duchowi Viga, bo była bliżej, tak jakbym rozmawiał z Nią przez telefon, słyszałem wyraźnie lecz nie widziałem, ale przecież Ona nie może układać ciągów zdarzeń, więc to musiał być On, bardziej ulotny Bóg Wszechmogący.
W czasie manewrów „Anakonda” miałem nieleczoną ciężką depresję, tak że ciężko było mi wstać z łóżka, a ja musiałem przecież walczyć z demonami. W którymś momencie manewrów, które trwały kilka miesięcy, przeleżałem dwa tygodnie, dni i noce, w ubraniu na nieposłanym łóżku. I tylko znajdowałem w sobie siłę, by zejść do sklepu po piwo, aby ulżyć sobie w cierpieniu. Pamiętam, że moja matka zaglądała do pokoju, aby sprawdzić, czy oddycham, czy czasem nie umarłem, aż w końcu rodzice stwierdzili, że trzeba mnie ubezwłasnowolnić. Dopiero to sprawiło, że podniosłem się. Czy po to by się leczyć? Nie! Aby dalej walczyć z demonami w moim punkcie dowodzenia (patrz zdjęcie studzienki kanalizacyjnej).
Potem Bóg i na początku duch Viga prowadzili mnie przez dziewięć lat mojej drogi; zablokowanego w Internecie i trzymanego z dala od wolnych mediów, zastraszanego, wyzywanego i poniżanego przez moją rodzinę, w wielokrotnych stanach depresyjnych i chorobie schizofrenii przez którą spędziłem łącznie półtora roku w szpitalu psychiatrycznym. Właśnie w tym czasie wychodziłem z uzależnienia od alkoholu, po dwóch terapiach w zamkniętym oddziale szpitalnym i początku trzeciej, z której zrezygnowałem (łącznie cztery i pół miesiąca). Tak, że w październiku 2022 roku, wychodząc ze szpitala psychiatrycznego ludzie już dostrzegali, że mnie Bóg prowadzi i mówili, że On mnie naznaczył, lecz nie znali tej prawdy, którą teraz czytacie.
W 2023 roku pokonałem już moje choroby, zacząłem wychodzić na powierzchnię z religią Vigan, w każdym bądź razie znaczący ludzie zaczęli mnie dostrzegać i będąc wciąż poniżany, wyzywany i zastraszany przez moją rodzinę, zacząłem przechodzić w spokojny okres relacji z Bogiem.
On mnie chyba polubił, bo ja nigdy nie narzekałem na Niego, nigdy o nic nie prosiłem, a za wszystko co mi dawał bardzo żarliwie dziękowałem, często kilkanaście razy na dzień. Przeżyłem dziesięć lat samotnie w moim pokoju bez telewizora, bez kontaktu z rodziną i znajomymi, lecz nie nudziłem się, bo Bóg dawał mi ładne myśli, nawet gdy rodzice mnie wyzywali, ja po awanturze z nimi wyciszałem się i było mi dobrze w samotności.
On, Bóg, daje mi przebłyski świadomości, intuicyjne uczucia właściwego czasu na jakąś decyzję, czasem zjawiska „eureki”, czasem po prostu czekam na Niego, by odpowiedzieć na mojej stronie internetowej na oczekiwania ludzi z mojego miasta, którzy przekazują mi informacje.
Oto jak doświadcza Bóg! Tak do krwi i kości, a niebiański anioł, który kocha miłosiernie.
29-09-2025
Jest wieczór, moja nocna lampka świeci się, więc piszę. Pojutrze rozpoczyna się październik, żegnajcie zielone drzewa, idzie jesień. Dla mnie to czas depresji z powodu braku promieni słonecznych i już trzy tygodnie jestem na antydepresantach, więc na razie jest ok.
Tego lata nie widziałem już biegającego wolno po mieście mojego towarzysza z czasów manewrów „Anakonda” psa Reksa. Od kilku lat był w bardzo złym stanie, źle odżywiany wyglądał bardzo niedobrze. On tak jak ja kochał wolność, więc był wypuszczany wolno na całe dnie. Bardzo lubił dzieci.
A tego roku już go nie widziałem. On bardzo bał się duchów i trzymał się mnie w czasie manewrów „Anakonda” do tego stopnia, że godzinami leżał przed moim blokiem mieszkalnym i czekał na mnie, a gdy długo mnie nie widział to wył smutnym głosem. Wierny kompan.
Niech mi nikt nie mówi, że psy nie wierzą w życie po śmierci, bo Reks właśnie o nie tak martwił się. Myślał, że przy mnie będzie bezpieczny, że ja mu zapewnię tam jakiś byt. Pewnie, że zapewnię, kiedyś się spotkamy.
Manewry „Anakonda” to był czas kontrastów. Piękna duch Viga i ta zgraja radosnych dzieci otaczających ją, pies Reks, który wszędzie za mną chodził, a z drugiej strony ciężka nieleczona depresja i głupi bracia, którzy leczyli mnie ze schizofrenii wyzwiskami.
W tamtym czasie wysłałem dwieście czy trzysta smsów do syna młodszego brata, bo byłem bardzo chory i pisałem same brednie, i w jednym z tych dwustu smsów napisałem, że jak umrę to będzie wolno stawiać mi pomniki tylko w jednej postaci, czyli dziesięcioletniego chłopca patrzącego w gwiazdy i obok psa Reksa.
Ten idiota wyjął z kontekstu tego smsa i do tej pory śmieje się ze mnie, że ja chciałem swój pomnik. Mamy rok 2025, czyli dziesięć lat od tego nieszczęsnego smsa, a ten idiota wciąż wyśmiewa się z tego, tak że ludzie z mojego miasta mówią na niego „pomnik”. Jak można nie mieć w ogóle mózgu?
Prawda jest taka, że za rok, co prawda Jurek Owsiak obiecał mi pracę od września, ale ja widzę się w stricte religijnym życiowym zajęciu, więc chciałbym wyjechać do Stanów Zjednoczonych.
Na tym kończę. Dobrej nocy😊.
20-09-2025
Moi drodzy
Byłem dzisiaj na meetingu Anonimowych Alkoholików, bo piję wodę mineralną w dużym nadmiarze i muszę przyznać się, że ci ludzie odebrali mi komfort picia. Mam trzy butelki wody, ale ona już nie smakuje jak wcześniej.
Nie stał się cud, a jedynie wysłuchałem refleksji tych osób nad własnym życiem, które były mądre. Picie wody to oczywiście inny i dużo lżejszy nałóg od nadużywania alkoholu, ale mają wspólny mianownik, więc będę chodził na te spotkania, bo potrzebuję słuchać różnych innych spojrzeń na własną duchowość. Nie znam innego miejsca gdzie ludzie zagłębiają się w sobie.
Skoro wielu ludzi czyta to co ja piszę, to być może robią to również osoby nadużywające alkoholu, które szukają drogi na zewnątrz? Nie będę nikogo umoralniał, bo zasady AA są właśnie odwrotne od pouczania, ale opowiem Wam jak trafiłem na meetingi Anonimowych Alkoholików.
Była jesień 2008 roku, a ja pracując w Londynie piłem alkohol ciągami od wielu miesięcy, jeśli nie od lat, i po prostu psychicznie rozleciałem się. Piłem już, bo nie mogłem znieść trzeźwości, która była cierpieniem i w końcu szukając drogi ratunku zdecydowałem się pojechać na meeting AA. Jednak nawet na to spotkanie musiałem coś wypić, więc moja współlokatorka, którą poprosiłem o towarzyszenie mi dla odwagi, odmówiła pojechania ze mną, a ja sam nie miałem takiej siły.
Tydzień później moje trzeźwe cierpienie było już nie do zniesienia, więc pojechałem sam do dzielnicy Londynu Balham, a zrobiłem to z dużym nadmiarem czasu, aby być trzeźwym. Pamiętam, że godzinę siedziałem na przystanku autobusowym i ze strachem powtarzałem przerażające pytanie; co ja zrobię jak tam mi nie pomogą? Jaki cudowny środek oni tam mają, aby mnie wyciągnąć z tego dna, na którym znalazłem się?
W końcu wszedłem do środka budynku i rozpoczął się meeting. Prowadzący wyjął jakieś książki i kartki i zaczął czytać; "(...) każda osoba wypowiada się wyłącznie o własnych przeżyciach, a inni uczestnicy spotkania mogą jedynie szukać w ich opowieściach drogi dla siebie, nie wolno nikogo krytykować, nie wolno pouczać, ani umoralniać czy komentować wypowiedzi innych osób (…)" i tak dalej.
Dalej zaczęli wypowiadać się alkoholicy, a ja poczułem, a raczej zrozumiałem porównując moje życie do innych jak małe są moje problemy. Oni tam mówili bardzo uspokojonym głosem o harmonii ze światem i wiele innych kwestii, które pozostawiam Wam do sprawdzenia.
Poczułem jakby mi ktoś dał zastrzyk z morfiny. To był mój strzał w dziesiątkę!
Wyszedłem ze spotkania tak silny wewnętrznie, że odtąd przez najbliższe miesiące nie miałem ani jednego słabego dnia. Pokonała mnie dopiero rok później schizofrenia i rzucenie się pod autobus, ale to już inna historia.
Jeśli to czytasz i widzisz, że masz problem z alkoholem lub ktoś tobie bliski zmaga się z uzależnieniem, przeczytaj mu to, bo może właśnie otworzyłem Ci furtkę, przez którą można wyjść na zewnątrz tego więzienia ciała i duszy? Pójdź na meeting! To nie boli i niczym nie ryzykujesz, najwyżej po tym jednym razie już nie będziesz tam chodził.
Daj swojemu życiu szansę.
Marcin alkoholik
30-08-2025
Zamieściłem mój stary post, bo on wiele mówi wobec nienawiści mojej rodziny do mnie.
24-08-2024
Dzisiaj jest niedziela, więc skoro obiecałem, że zachowam się najrozważniej jak tylko potrafię, to opowiem Wam coś o sobie czego jeszcze nie wiecie. A mianowicie, ja lubię przełamywać granice, a dokładniej mówiąc, ja lubię zaskakiwać ludzi.
Już od kiedy byłem nastolatkiem taki byłem i na przykład po kłótni z matką, wychodząc z pokoju, odwracałem głowę i zwyczajnym łagodnym tonem pytałem co będzie na obiad? Była bardzo zaskoczona, a ja cieszyłem się, że zrobiłem coś odwrotnie do oczekiwań.
A dlaczego o tym piszę, bo dzisiaj wielu gniewnych ludzi będzie atakowało kapłanów. Ja sam ich torturowałem moimi postami. Ale w złości na nich, pomyślcie o przełamywaniu barier, bo ja nauczam, że viganie nie mają wrogów, lecz przeciwników!
Pomyślcie sami jak wiele dali mi tą moją trudną drogą, bo ja codziennie i kilkakrotnie dziękuję za nią Bogu Wszechmogącemu. Przeszedłem piekło i na koniec dostałem czysty diament. Religię, która pod każdym względem jest piękna.
Dawno temu, tuż przed tym jak mnie wyrzucili z pracy z restauracji Ubon by Nobu w Londynie, za to że napisałem smsa do koleżanki mojej dawnej miłości Lisy Thea, czyli do Claire, że ją zabiję jeśli nie da mi numeru telefonu do Lisy ( w Polsce nikogo nie zdziwią takie słowa, bo to jest przenośnia językowa), pewna dziewczyna zapytała mnie dlaczego tak mi zależy na Lisie skoro mnie bardzo ordynarnie spławiła, gdy Olesya nastawiła ją przeciwko mnie, o czym wtedy nie wiedziałem, odpowiedziałem tej dziewczynie słowami; „Czasami coś co wygląda źle, tak naprawdę jest czymś dobrym”.
Zakochałem się w Lisie już wcześniej, choć mało rozmawialiśmy, ale po tym jak mnie „zrównała z ziemią”, ja pomyślałem, że ona poświęciła swoją dobrą opinię wśród ludzi o sobie i moją przyjaźń do niej, aby łatwiej mi było odejść, bo Lisa zauważyła, że zakochałem się w niej, a ona miała faceta. I dopiero wtedy moje uczucie do Lisy stało się głębokie.
Tą puentę chciałbym dzisiaj Wam przekazać, bo kapłani narobili bałaganu, ale zobaczcie tylko jak pięknie ja wyrosłem? Więc powtórzę moje słowa do Was wierzących w Boga ludzi; „Czasami coś co wygląda źle, tak naprawdę jest czymś dobrym”.
21-08-2025
Opis mojej drogi!
Fragment z rozdziału "stara Księga Snów"
"Całe moje życie mój ojciec katował mnie psychicznie. Bałem się pójść do kuchni po kanapkę żeby nie wyzwał mnie od skurwysynów i że mnie zapierdoli! I że już idę żreć zamiast się uczyć! Czekałem aż wyjdzie do ubikacji żeby na szybko polecieć do kuchni i zrobić sobie kanapkę, bo z głodu nie mogłem się uczyć. A mama nie wpadła na inteligentny pomysł żeby zanieść coś do zjedzenia po dwóch czy trzech godzinach nauki.
Mając 15 lat dostałem dyplom od dyrektora szkoły, przy całej szkole na ręce matki za wzorowe wychowanie i wyniki w nauce! Tego jednego dnia nikt mnie nie wyzywał ! Chodziłem wtedy do kuchni tak po prostu żeby się przejść a nie dlatego że byłem głodny. I to kilka razy, tak po prostu, że wolno mi to robić bez strachu. Pamiętam, że miałem się wtedy uczyć historii i nie potrafiłem. Nie potrafiłem się skupić. Mówiłem sam do siebie. Boże żeby wszystkie moje dni były takie piękne ! Dostałem wtedy „pałę” za nieprzygotowanie !!! A jak coś przeskrobałem musiałem klęknąć przed nim i przeprosić, zanim zaczął katować mnie pasem! I za każdym razem wydzierał się z agresją nawet jak coś źle przytrzymam pomagając mu przy jakiejś czynności.
Płakałem co noc, po cichutku żeby starszego brata nie obudzić. I tylko raz poprosiłem o coś Boga. Żeby mi pozwolił dostać się do szkoły z internatem, bo ja najzwyczajniej w Świecie nie dałbym rady już dłużej wytrzymać psychicznie. Po prostu nie potrafiłem.
Kiedyś, kiedy miałem 10 lat, matka katowała mnie przez dziesięć dni pasem bo myślała że ukradłem jej pieniądze. Przychodziła codziennie do pokoju i po prostu katowała mnie pasem. Boże jak ja się tego bałem ! Ona już idzie ! Już otwiera drzwi ! Kurwa już po mnie ! Ale nie zdradziłem który kolega to zrobił.
Moi bracia: mój młodszy brat nigdy w życiu nie zaprosił mnie nawet na kawę do swojego domu mimo że przepisałem na niego swoją książeczkę mieszkaniową, bo jak matka powiedziała; „mnie przecież już nie będzie potrzebna”. No bo przecież 30 letni chłopak nie potrzebuje stabilizacji w życiu.
Mój starszy brat nie zaprosił mnie nawet na kawę z kolei od 2014 albo 2015 roku. Po tym jak nazwałem swoją matkę fałszywą matką Teresą z Kalkuty. To wystarczyło. Nie ważne że potrafi napluć mi wprost w twarz. A jak ją wypchnąłem ją z pokoju, by uniknąć oplucia to napluła na drzwi od pokoju. Teraz to ja ją nazywam
„matką boską plującą”, bo ona chciałaby być świętą po tym jak ja stałem się znany.
Nie mam do swoich braci numerów telefonów. Bo nie wolno mi mieć. Musiałem wykasować również do szwagierek. Więc cisza w eterze.
Nie mam zamiaru wykasować tego zeznania, by w przyszłości nie powstały jakieś sekty czy odłamy mojej Religii !!! Ja sam nazywam siebie „Nikt” aby nie powstał jakiś kult jednostki którego nie znoszę."
10-08-2025
Ku pamięci mojego idola z manewrów "Anakonda"
Opowiem Wam legendę o niezwykłym człowieku, który pokazał drogę w ciemności małemu dziesięcioletniemu chłopcu zagubionemu się w życiu. Ten mały chłopczyk to ja, patrzący na świat zwyczajnych ludzi, jakby każdy z nich był wielkim bohaterem, bo ja byłem na takim właśnie dnie życiowym.
Patrzyłem na życie zwykłych ludzi od dołu, jak na jakiś wzór do naśladowania! Jednak, by naśladować zwyczajnych ludzi potrzeba sił, a ja jej nie miałem! Byłem pogrążony w wieloletnim nałogu alkoholowym, chory na schizofrenię i bez żadnych perspektyw życiowych, kiedy zjawił się on, Rysiek Riedel z polskiego zespołu muzycznego „Dżem”!
Wyśpiewał mi, że wcale nie jestem bezwartościowym śmieciem, mówił między wierszami jego tekstów piosenek: „Popatrz Marcin, ludzie mnie kochają mimo, że nie noszę garnituru i nie wygłaszam pięknych przemówień używając kwiecistych słów!” Mówił mi dalej jak mam żyć, będąc na dnie? Jak patrzeć na to co mam i pokazywał mi, co ja tak na prawdę mam? Śpiewał jak być, nie świętym, lecz prawdziwym?!
Rysiek Riedel to nie wzór do naśladowania, bo nikomu nie życzę by znalazł się na takim dnie życiowym. On jest wzorem, który trzeba znać, by mieć drogowskaz kiedy życie zaczyna boleć!
Dzięki niemu przeszedłem całe Manewry Anakonda i pokonałem zło! Skoro mnie się udało, to postaram się swoim życiem pozostawić ślad dla tych co nie wiedzą jak żyć. Ścieszkę, którą oświetlił mi Rysiek!
04-08-2025
Moi drodzy.
Ja chcę Was uczyć o Bogu, który jest wszędzie i swoim oddziaływaniem inspiruje artystów do tworzenia piękna. Czy zauważyliście na czym polegają rymy w wierszach lub piosenkach? Gdy przetłumaczy się je na inny język, słowa do siebie nie pasują, a w wersji oryginalnej wyrazy jakby dla siebie stworzone, a im bardziej wyrafinowany talent poety, tym można zauważyć subtelniejsze współgranie całych wersów, które falują w zgodnym rytmie.
Ktoś stworzył słowa, by dawały piękno!
Podziwiamy malarzy, którzy potrafią uchwycić odblask promieni słońca na dzbanku, rozpierzchnięte pióra startującego do lotu ptaka, czy zakręcany w warkocz strumień wody w górskim potoku.
Nie robi tego król siedzący na jakimś tronie, lecz istota jestestwa. Zjawisko, które jest we wszystkim i wszędzie.